| Złapałem drugi oddech |
|
|
|
Strona 1 z 5 Absolutny fenomen. Od lat rzesze wiernych fanów, pełne sale i płyty
sprzedawane w setkach tysięcy nakładu. Ale nigdy nie zaistniał w
mediach. Teraz Jacek Stachursky czuje, że ma swoje pięć minut.
Piosenką, którą podbił Sopot i która dała mu Słowika Publiczności, chce
zawojować świat. Po 20 latach walki o artystyczny byt jego kariera
nabiera rozpędu.
Pierwszą piosenkę nagrał 21 lat temu. Był na wakacjach w Chałupach,
kiedy nieoczekiwanie z radia popłynął jego śpiew. Pomyślał: „Teraz się
zacznie”. Nie zaczęło się. Powoli i mozolnie zdobywał kolejne stopnie
popularności. W najlepszym okresie sprzedawał po kilkaset tysięcy płyt.
Ale dla mediów wciąż był artystą klasy B. Jego piosenki nie miały
dostępu do największych stacji radiowych. W tym roku dotarł do Sopotu.
Zdobył Słowika Publiczności. Zwycięską piosenką „Z każdym twym
oddechem” chce podbić świat. W domu zwyczajny ojciec i mąż. Rano
wyprowadza na spacer dwa psy, w sklepie kupuje świeże bułki na
śniadanie. Po południu idzie z 11-letnim synem, też Jackiem, na
gokarty. Poukładany i zdyscyplinowany, potrafi tak zorganizować pracę,
że na wszystko ma czas: na pisanie tekstów, komponowanie, organizowanie
występów. A także na pokera. Nie ma posiadłości godnej gwiazdy, mieszka
w niedużym góralskim domku, w mieście, w którym się urodził i spędził
dzieciństwo – w Czechowicach-Dziedzicach. Mówi, że to piękne miejsce.
Nawet na Hiszpanię by go nie zamienił. Najwyżej na Laos, bo tam jest
bardzo spokojnie. A on jest niesłychanie spokojnym człowiekiem.GALA: Jakie znaczenie ma dla pana festiwal w Sopocie? Zdobył pan Słowika Publiczności. Czy ta nagroda coś zmieni w pana życiu zawodowym? JACEK STACHURSKY: Otworzyłem nowy okres w mojej karierze. Dzięki festiwalowi po raz pierwszy moja piosenka pojawiła się w Radiu ZET, które było patronem medialnym. Usłyszeć moją piosenkę w tym radiu – to zawsze było moim marzeniem. Nigdy wcześniej nie byłem też zaproszony na festiwal w Sopocie. Wreszcie otrzymałem możliwość wzięcia udziału w eliminacjach do festiwalu. Postanowiłem poddać się tej weryfikacji, bo to miał być ukłon w stosunku do tych ludzi, którzy mi zaufali i wierzą we mnie. Tym występem chciałem im podziękować. Udowodniłem, że jestem artystą, który zasługuje na zaufanie, i że mieli rację, dając mi szansę. Mój menedżer twierdzi, że wokół mnie dzieje się teraz „sakramencko” dużo. To jest bez wątpienia efekt tej nagrody. Piosenka, którą promowaliśmy przed Sopotem, złapała drugi oddech popularności. Do tej pory popularyzowałem swoje nagrania, wchodząc w eter jakby kuchennymi drzwiami, bo moje fanki dzwoniły do stacji radiowych i prosiły o moje utwory. Teraz jest inaczej – nakręciliśmy wspaniały teledysk, uroczy i... dość kosztowny. |
|||||||






