POSTAĆ TYGODNIA  STACHURSKY Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu

POSTAĆ TYGODNIA – STACHURSKY


Taniec z gwiazdami” ujawnił u niego podstępna chrobę. Co teraz będzie?



Operacja. I co dalej ?



To był jeden z najgorszych momentów w jego życiu. Kiedy po nieudanej próbie zatańczenia walca miliony wzruszonych widzów trochę z sympatii, troszkę ze współczucia słała SMS-y właśnie na niego, on za kulisami Tańca z gwiazdami toczył wewnętrzna walkę z samym sobą. Tak bardzo nie chciał zawieść swoich fanów, ale lekarz oglądający jego obolałe stopy nie miał dla niego dobrych wieści : - Tego nie da się wyleczyć okładami czy rehabilitacją – powiedział ostatecznie.

I Stachursky już wiedział, co musi zrobić. Oszczędzając stresu pozostałym uczestnikom programu sam zrezygnował ...

 


Lekarze ostrzegali go przed fizycznym przeciążeniem organizmu, bo już wcześniej miał problemy zdrowotne. Walczył z nadwagą. On jednak podjął wyzwanie. Jak tylko rozpoczął taneczne próby, poczuł dziwny ból w stopach, ale inny także skarżyli się na różne dolegliwości, więc myślał, że tak musi być. Jednak pozostałym z czasem przechodziło, a jemu przeciwnie.Pogarszało sie z dnia na dzień. Jeszcze krótko przed pierwszym odcinkiem miał nadzieję, że da radę. Niestety, na parkiecie nie mógł zrobić nawet jednego tanecznego kroku. Przez chwilę myślał nawet.ze zemdleje. Nie potrafił tego ukrywać. Jego skrzywioną bólem twarz widziała cała Polska.

-Dokładnie jeszcze nie wiem, co mi jest- mówi piosenkarz. -Wiadomo, że czeka mnie operacja obu stóp.


Jak każdy chłopak urodzony na Śląsku, chciał być piłkarzem. Z kolegami kopał piłkę pod blikiem w Czechowicach-Dziedzicach. Nie wyróżniał się piłkarskim talentem wśród rówieśników, więc próbował sił jako spiker sportowy. Marzył żeby zostać kimś takim jak legendarny Jan Ciszewski. Nieżyjący już ojciec Władysław Łaszczok prorokował, że będzie pracował w kopalni. -Miałem być górnikiem jak tata – wspomina Jacek – ale mnie nie podobał się ten zawód.

Drugą jego pasją obok futbolu była muzyka. Jako dziesięciolatek swój śpiew nagrywał na magnetofon, naśladował tez różne instrumenty muzyczne.Udawał, że jest prezenterem i zapowiadał własne występy. W wieku 13 lat zamienił kolekcję puszek po piwie na gitarę. Zapuścił długie włosy i postanowił zostać rockmenem. Był przekonany, że śpiewanie jest jego misją.

      -Synu, z muzyki nie wyżyjesz – ostrzegał go ojciec. Wiedział, co mówi ; on, perkusista jazzowy, musiał zarabiaćOperacja. I co dalej ?



To był jeden z najgorszych momentów w jego życiu. Kiedy po nieudanej próbie zatańczenia walca miolony wzruszonych widzów trochę z sympatii, troszkę ze współczucia słała SMS-y własnie na niego, on za kulisami Tańca z gwiadami toczył wewnetrzną walkę z samym sobą. Tak bardzo nie chciał zawieść swoich fanów, ale lekarz oglądający jego obolałe stopy nie miał dla niego dobrych wieści : - Tego nie da się wyleczyć okładami czy rehabilitacją – powiedział ostatecznie.

I Stachursky już wiedział, co musi zrobić. Oszczędzając stresu pozostałym uczestnikom programu sam zrezygnował ...

 


Lekarze ostrzegali go przed fizycznym przeciązeniem organizmu, bo juz wcześniej miał problemy zdrowotne. Walczył z nadwagą. On jednak podjął wyzwanie. Jak tylko rozpoczął taneczne próby, poczół dziwny ból w stopach, ale inny tagże skarżyli się na różne dolegliwości, więc myślał, że tak musi być. Jednak pozostałym z czasem przechodziło, a jemu przeciwnie.Pogarszało sie z dnia na dzień. Jeszcze krótko przed pierwszym odcinkiem miał nadzieję, że da radę. Niestety, na parkiecie nie mógł zrobić nawet jednego tanecznego kroku. Przez chwilę myślał nawet.ze zemdleje. Nie potafił tego ukrywać. Jego skrzywioną bólem twarz widziała cała Polska.

-Dokładnie jeszcze nie wiem, co mi jest- mowi piosenkarz. -Wiadomo, że czeka mnie operacja obu stóp.


Jak każdy chłopak urodzony na Śląsku, chciał byc piłkarzem. Z kolegami kopał piłkę pod blikiem w Czechowicach-Dziedzicach. Nie wyróżniał się piłkarskim talentem wsród rówieśników, więc próbował sił jako spiker sportowy. Marzył żeby zostać kims takim jak legendarny jan Ciszewski. Nieżyjący już ojciec Władysław Łaszczok prorokował, że będzie pracował w kopalni. -Miałem być górnikiem jak tata – wspomiona Jacek – ale mnie nie podobał się ten zawód.

Drugą jego pasją obok futbolu była muzyka. Jako dziesięciolatek swój śpiew nagrywał na magnetofon, naśladował tez różne instrumenty muzyczne.Udawał, że jest prezenterem i zapowiadał własne występy. W wieku 13 lat zaminił kolekcję puszek po piwie na gitarę. Zapuścił długie włosy i postanowił zostać rockmenem. Był przekonany, że śpiewanie jest jego misją.

      -Synu, z muzyki nie wyżyjesz – ostrzegał go ojciec. Wiedział, co mówi ; on, perkusista jazzowy, musiał zarabiac na życie inaczej. Był dla syna autorytetem. To dla ojca Jacek próbował zdobyć jakis zawód. Zaczynał wiele szkół, ale ukończył liceum ogolnokształcące. Potem próbował swych sił na studium produkcji filmowych i telewizyjnych. Krótko studiował elektronikę, nauczanie początkowe, ale najdłużej wytrwał na wydziele prawa. Na Uniwersytecie Łódzkim zaliczył 4 semestry. -Po prostu uciekałem przed wojskiem – wyznaje szczerze.

W wieku 19 lat debiutował na estradzie. Był wtedy liderem Eve Boys. Wraz z kolegami pierwszą kasetę zanósł do Radia Katowice. Nagrania nie trafiły na antenę, ale się nie poddawali. Co miesiąc nagrywali nową kasetę. W końcu zaproszono ich na sesję narganiową. W ciagu czterech godzin nagrali trzy piosenki. Prosto stamtąd pojechali na wakacje do Chałup. -Nowo poznanej dziewczynie powiedziałem : Jestem piosenkarzem – wspomina – Nagle w audycje Lato z radiem nadano moja piosenkę. Byłem szczęśliwy!

Dopiero 10 lat później przyjął pseudonim „Stachursky”. W latach młodzieńczych przyjażnił sie z dziewczyną o takim nazwisku. Tak mu sie spodobało, że postanowił zostać Stachurskym. W 1994 roku nagrał piosenkę „Taki jestem”, do której napisał tekst. Zawarł w nim filozofię swojego życia. Przebój odniósł fenomenalny sukces. Podczas nagrania piosenki poznał swoją przyszłą żonę. Iwona pracowała w firmie, która miała wydać płytę. Podobno usłyszała tytułową piosenkę i bardzo chciała poznac wykonawcę. Zaczęli sie spotykać, po dwóch miesiącach byli parą. Od 12 lat sa małżeństwem. -Zakochałam się w jego głosie – przyznaje Iwona Łaszczok. Kariera jest dla niego ważna, ale na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina. Rok po ślubie przyszedł naświat Jacek-junior. -Jest moim największym skarbem- przyznaje. -Żałuję, że nie poświecam mu tyle czasu, ile powinienem. W domu jest gościem, bo bardzo dużo koncertuje. Rocznie daje 60-80 koncertów w kraju, Europie, Azji, Ameryce. Góralski dom z ogrodem jest jego azylem, bo lubi spokój. Odpoczywa miedzy koncertami i nadrabia stracone chwile z najbliższymi. Najchętniej czas spedza z synem i dwoma psami. Uwielbia jeżdzić z synem qiadami po lesie. Żona nie ma z niego pożytku, bo Jacek nie lubi sprzątać i nie umie gotować. Ulubionym jego zajęciem jest jedzenie...

Z udziałem w „Tańcu z gwiazdami” pewnie wiązał duże nadzieje. To miało byc dla niego nowe wyzwanie, ale też forma autopromocji i dodatkowe źródło dochodu. Dziś pewnie zastanawia się, czy było mu to potrzebne. Przecież być może gdyby nie ostre treningi do programu, jego schorzenie nigdy by się nie uaktywniło. Teraz zaś czeka go poważna operacja. Ponoć przeprowadzona zostanie w scecjalistycznym szpitalu ortopedycznym w Piekarach Śląskich.

Jednak nie wiadomo, jak szybko po tym zabiegu wróci do pełnej formy i śpiewania. Wprawdzie on sam twierdzi, że nie zamierza spiewać do końca życia. -Kiedy skończe z aktywnym życiem artysty, będe chciał wykorzystac swoje doświadczenie życiowe. Może będę radnym, albo burmistrzem moich rodzinnych Czechowic-Dziedzic... - planuje.

A tym czasem po operacji czekac go będzie długotrwała rehabilitacja. Na pewno przyda się ,u w tym czasie wsparcie najbliższych, a jego fani będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Jednak Jacek nie traci optymizmu. Wierzy, że wszystko będzie dobrze. -Jeszcze dokończę ten przerwny taniec – zapenia. -Jeszcze zatańczę angielskiego walca...

 na życie inaczej. Był dla syna autorytetem. To dla ojca Jacek próbował zdobyć jakiś zawód. Zaczynał wiele szkół, ale ukończył liceum ogólnokształcące. Potem próbował swych sił na studium produkcji filmowych i telewizyjnych. Krótko studiował elektronikę, nauczanie początkowe, ale najdłużej wytrwał na wydziale prawa. Na Uniwersytecie Łódzkim zaliczył 4 semestry. -Po prostu uciekałem przed wojskiem – wyznaje szczerze.

W wieku 19 lat debiutował na estradzie. Był wtedy liderem Eve Boys. Wraz z kolegami pierwszą kasetę zaniósł do Radia Katowice. Nagrania nie trafiły na antenę, ale się nie poddawali. Co miesiąc nagrywali nową kasetę. W końcu zaproszono ich na sesję nagraniową. W ciągu czterech godzin nagrali trzy piosenki. Prosto stamtąd pojechali na wakacje do Chałup. -Nowo poznanej dziewczynie powiedziałem : Jestem piosenkarzem – wspomina – Nagle w audycje Lato z radiem nadano moja piosenkę. Byłem szczęśliwy!

Dopiero 10 lat później przyjął pseudonim „Stachursky”. W latach młodzieńczych przyjaźnił sie z dziewczyną o takim nazwisku. Tak mu sie spodobało, że postanowił zostać Stachurskym. W 1994 roku nagrał piosenkę „Taki jestem”, do której napisał tekst. Zawarł w nim filozofię swojego życia. Przebój odniósł fenomenalny sukces. Podczas nagrania piosenki poznał swoją przyszłą żonę. Iwona pracowała w firmie, która miała wydać płytę. Podobno usłyszała tytułową piosenkę i bardzo chciała poznać wykonawcę. Zaczęli sie spotykać, po dwóch miesiącach byli parą. Od 12 lat sa małżeństwem. -Zakochałam się w jego głosie – przyznaje Iwona Łaszczok. Kariera jest dla niego ważna, ale na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina. Rok po ślubie przyszedł na świat Jacek-junior. -Jest moim największym skarbem- przyznaje. -Żałuję, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinienem. W domu jest gościem, bo bardzo dużo koncertuje. Rocznie daje 60-80 koncertów w kraju, Europie, Azji, Ameryce. Góralski dom z ogrodem jest jego azylem, bo lubi spokój. Odpoczywa miedzy koncertami i nadrabia stracone chwile z najbliższymi. Najchętniej czas spędza z synem i dwoma psami. Uwielbia jeździć z synem quadami po lesie. Żona nie ma z niego pożytku, bo Jacek nie lubi sprzątać i nie umie gotować. Ulubionym jego zajęciem jest jedzenie...

Z udziałem w „Tańcu z gwiazdami” pewnie wiązał duże nadzieje. To miało byc dla niego nowe wyzwanie, ale też forma autopromocji i dodatkowe źródło dochodu. Dziś pewnie zastanawia się, czy było mu to potrzebne. Przecież być może gdyby nie ostre treningi do programu, jego schorzenie nigdy by się nie uaktywniło. Teraz zaś czeka go poważna operacja. Ponoć przeprowadzona zostanie w specjalistycznym szpitalu ortopedycznym w Piekarach Śląskich.

Jednak nie wiadomo, jak szybko po tym zabiegu wróci do pełnej formy i śpiewania. Wprawdzie on sam twierdzi, że nie zamierza śpiewać do końca życia. -Kiedy skończę z aktywnym życiem artysty, będę chciał wykorzystać swoje doświadczenie życiowe. Może będę radnym, albo burmistrzem moich rodzinnych Czechowic-Dziedzic... - planuje.

A tym czasem po operacji czekać go będzie długotrwała rehabilitacja. Na pewno przyda się ,u w tym czasie wsparcie najbliższych, a jego fani będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Jednak Jacek nie traci optymizmu. Wierzy, że wszystko będzie dobrze. -Jeszcze dokończę ten przerwany taniec – zapewnia. -Jeszcze zatańczę angielskiego walca...

j.a .


Źródło: Życie na goraco nr 38

Data wydania 20 września 2007

 
następny artykuł »

Zamów biuletyn








Ankieta

Która z piosenek z nowej płyty podoba Ci się najbardziej?
 

Partnerzy

Rock'n'Roll
 
Ragtime

Wprost z galerii