"Za co fani tak go kochają?" Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Tina
Stachursky (39 l.): Wciąż jestem speszony, rozdając autografy...

Za co fani tak go kochają?

Na jego koncerty przychodzą całe rodziny. Gdy zaczyna śpiewać publiczność wstaje z miejsc, tańczy. - To swojak... Choć odniósł sukces, to nadal zwykłym ludziom podaje rękę... - tłumaczą fani.

Nie ma much w nosie, nie chowa się przed nami w czarnej limuzynie lub za plecami ochroniarzy, na koncertach bisuje tak długo, jak publiczność go o to prosi - mówią ludzie, którzy przychodzą na występy Jacka Stachursky'ego. Wielu z nich jeździ po całej Polsce za swoim idolem, podsuwa mu kolejny raz zdjęcie z prośbą o autograf. Wiedzą, że nie odmówi... - Jednak za każdym razem, gdy piszę komuś dedykację, czuję się niezręcznie. Nie jestem gwiazdą. Po prostu gram muzykę, która ma dać ludziom trochę radości w ciężkich czasach - uśmiecha się Jacek Stachursky. - Lubię rozmawiać z fanami. Gdy słyszę, że moje piosenki dają im szansę powrotu do chwil z przeszłości, które były miłe, czuję się niesamowicie. Te słowa dodają mi sił do dalszej pracy...

Jakie były marzenia młodego chłopaka?

Muzyka zawsze była jego pasją. Jako 10-latek swój śpiew nagrywał na magnetofon, naśladował różne instrumenty muzyczne. Udawał, że jest prezenterem muzycznym i zapowiadał... własne występy. Jednak po latach Jacek przyznaje, że chciał występować i nagrywać płyty także trochę z... czysto egoistycznych pobudek.
- Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że chciałby być ciekawszy, ważniejszy, atrakcyjniejszy niż jest w rzeczywistości... Popularność jest jedną z dróg do osiągnięcia takiego zadowolenia - mówi Jacek. - Znana twarz zawsze była też dobrym... bajerem na kobiety. Mnie także popularność przyniosła właśnie takie "dodatkowe" korzyści...
Jacek podkreśla, że wystarczyło kilka lat w branży muzycznej, aby wyrósł z takiego myślenia. - Zrozumiałem, że muzyka ma moc, którą trzeba nauczyć się dobrze wykorzystywać. Pamiętam, jak wylansowaliśmy przebój, w którym były takie słowa: "Moja mała daj mi to, czego wszyscy chłopcy chcą". Okazało się, że ta piosenka była strasznie popularna w... przedszkolach. Koleżanki przedszkolanki groziły mi palcem i powtarzały: "Stary, aleś wymyślił utwór. Dobrze, że maluchy jeszcze nie rozumieją, o czym śpiewają" - żartuje Jacek. - Dziś, choć nadal śpiewam prostym językiem, to sens słów piosenek jest, jak ja to określam, szlachetniejszy. Biorę pod uwagę wszystkich, którzy ich będą słuchać. Wiem, że nikogo nie wolno mi w nich obrazić...

Pokochała go cała Ameryka

Jacek podkreśla, że przez pierwsze lata kariery nie było mu łatwo przebić się na polskim rynku muzycznym. Muzyka disco była traktowana przez krytyków po macoszemu. Jakby nie widzieli, albo nie chcieli zauważyć, że to właśnie na koncerty takich wykonawców, jak Stachursky, bilety były wysprzedane do ostatniego miejsca.
- Dużo przychylniejsza była dla muzyki disco zagranica. Na przykład dla Polonii w USA piosenka "Taki jestem" szybko stała się niemal hymnem - mówi z dumą Jacek.
Czasy, na szczęście się zmieniły. Dziś o popularności nie świadczą recenzje krytyków, tylko liczba sprzedanych płyt. A tych Stachursky ma już na koncie dziesiątki tysięcy. Podczas nagrywania właśnie jednej z nich - "Taki jestem" - Jacek poznał swoją przyszłą żonę.
- Pracowała w firmie, która miała wydać tę płytę. Podobno usłyszała tytułową piosenkę i... bardzo chciała poznać gościa, który ją tak fajnie śpiewa - uśmiecha się Jacek. - Zaczęliśmy się spotykać. Po dwóch miesiącach byłem pewien - kocham tę kobietę! Nie ulega jednak wątpliwości, że ją najpierw urzekł mój głos, a dopiero potem ja...

Czego uczy swojego syna?

Nie ukrywa, że jest zazdrosny o swoją żonę.
- Zresztą ona o mnie też. Twierdzi, że jakby co, to zabije... Nie wiem tylko kogo: mnie czy... No, wiadomo, o co chodzi - żartuje Jacek. - Ale tak serio, to staram się nie dawać żonie żadnych powodów do zazdrości. Nie zabieram jej na przykład na koncerty, skoro wiem, że fanki czasami całują mnie w policzek. Mogłaby się złościć, mimo że wie, iż jestem facetem jednej kobiety... Zresztą, aby uniknąć nieprzewidzianych ataków fanek, z całym zespołem utajniamy informacje, w których hotelach będziemy nocować w trakcje tras koncertowych. Dziewczyny mają się bawić na naszych występach, a nie już po nich, w dodatku z nami.
Jacek zdaje sobie sprawę, że, oprócz żony jest jeszcze ktoś, kto bacznie przygląda się jego poczynaniom. To syn artysty, 10-letni Jacek. - Nie popełnię błedu, przez który syn straciłby do mnie zaufanie. Jacek wie, że jest dla mnie najważniejszy. Żałuję, że nie poświęcam mu tyle czasu, ile powinienem i na ile on zasługuje - mówi Jacek. - Za to, jeśli jestem w domu, bardzo konkretnie spędzamy czas. Ostatnio byliśmy na przykład na grzybach. Syn zebrał ich więcej ode mnie, z czego był bardzo dumny. To ambitny chłopak. Jak przegrywa, to ma łzy w oczach i od razu chce rewanżu!
Jacek chciałby, aby junior w życiu kierował się przede wszystkim wyobraźnią i mądrością życiową.
- W XXI wieku wszystko jest dla ludzi, z czego chyba każdy z nas świetnie zdaje sobie sprawę. Problem tkwi w czym innym - mówi Jacek. - Ludzie bez wyobraźni łatwo krzywdzą innych. Ja żyję tak, aby nikt przeze mnie nie cierpiał. Mam nadzieję, że mój syn będzie żył podobnie...


Krzysztof Owczarek
 

Zamów biuletyn








Ankieta

Która z piosenek z nowej płyty podoba Ci się najbardziej?
 

Partnerzy

Rock'n'Roll
 
Ragtime

Wprost z galerii